Ponad 40 lat historii

Szkółka Peers powstała w 1980 r. Założyli ją rodzice obecnego właściciela, Sonja Peers i jej mąż Louis De Swert. Początkowo w asortymencie były tylko rośliny ze szkółki polowej, kopane z bryłą korzeniową z kwater zajmujących 2 ha. Skupiając się przede wszystkim na jakości materiału, a mniej na ilościach, szkółkarze zdobyli klientów i zaczęli inwestować w infrastrukturę. W 2013 r. do pracy włączył się ich syn Dimitri. Jak to często bywa w „zielonych” firmach, nie miał wykształcenia branżowego, a wcześniej pracował w budownictwie. Szybko jednak złapał szkółkarskiego bakcyla i już po roku przejął gospodarstwo. Dzisiaj obejmuje ono 10 ha nowoczesnej kontenerowni i tyle samo upraw polowych (krzewy i trawy ozdobne kopane z bryła korzeniową). 1,5 ha to powierzchnia nowoczesnych szerokonawowych szklarni, w których rozmnaża się rośliny. 1000 m2 zajmuje wybudowana w 2021 r. hala logistyczna, w której się je przesadza. Ponad połowa produkcji trafia na eksport poza Belgię.

W szkółce pracuje właściciel z rodzicami (ojciec wciąż pilnuje produkcji, matka – zamówień) i 11 stałych pracowników. D. De Swert chciałby jednak skupić na szkoleniu swojego zespołu stałych pracowników. W ten sposób duża część zadań operacyjnych przejdzie w przyszłości z obowiązków rodziny De Swert na wykwalifikowany i zaangażowany zespół.

Pracownicy – problem #1

Obecnie w sezonie, zwłaszcza w czasie przesadzania roślin (od początku lutego do połowy czerwca), stałych pracowników wspomaga jeszcze 10 sezonowych. Na tym etapie w gospodarstwie sprawdza się uniwersalna doniczkarka Javo Plus, zespolona taśmociągami w ciąg roboczy z podajnikiem podłoża (Demtec), obsypnikiem do mulczu i stołem buforowym.

Do pracy związanej ze sporządzaniem sadzonek zielnych najmowani są latem studenci. Kolejny szczyt pracy zaczyna się we wrześniu, gdy realizowane są pierwsze dostawy roślin.

Według właściciela koszty pracy oraz problemy ze znalezieniem pracowników to obecnie najważniejszy problem szkółkarzy w Belgii.  Jak tłumaczy,aby utrzymać pracownika trzeba o niego dbać:  jestem zwolennikiem środowiska pracy, w którym ludzie mogą czuć się dobrze, a przez to wydajniej pracować. Miejsce pracy powinno być praktyczne, dobrze zorganizowane i wolne od czynników rozpraszających. Starajmy się też, żeby dzień roboczy był jak najbardziej kompaktowy: 8 godzin pracy, 30 minut przerwy na lunch, a potem powrót do domu i czas na inne rzeczy, prywatność. Przerwa na lunch staje się bardzo ważna.”

Jakość ważniejsza od efektu wizualnego

Asortyment szkółki jest ogromny. Obejmuje ponad 2 tysiące pozycji z ponad 400 gatunków i odmian ozdobnych krzewów, bylin, traw i paproci. Z założenia produkowany jest materiał dla firm urządzających ogrody i tereny zieleni (80%). Nie ma tutaj natomiast typowych produktów przygotowywanych specjalnie dla centrów ogrodniczych.

Dlatego mniej ważny jest może efektowny wygląd roślin i przygotowanie ich do sprzedaży w najbardziej „dekoracyjnej” fazie rozwoju dla poszczególnych taksonów (np. z kwiatami, przesadzenie w efektowny pojemnik itp.). Odbiorcy to bowiem fachowcy od zieleni, którzy więcej uwagi zwracają na jakość – wielkość i stopień przerośnięcia bryły korzeniowej i samej rośliny, czy podłoże wolne od chwastów. Ważne jest też dobre rozkrzewienie roślin. Dlatego krzewy na kontenerowni są, co najmniej dwa razy w sezonie przycinane.

Przycinanie krzewów na zagonach kontenerowni, fot. W. Górka
Przycinanie krzewów na zagonach kontenerowni, fot. W. Górka

Przez ostatnie lata ten model działalności sprawdza się bardzo dobrze. Jak mówi D. De Swert „od lat praktycznie nie pozostaje nam żaden niesprzedany materiał. W 2023 r. po raz pierwszy nie udało się tylko znaleźć odbiorców niewielkiej partii budlei i jaśminowców.” Rośnie natomiast zainteresowanie roślinami przydatnymi do obsadzania starszych ogrodów i parków, gdzie jest więcej cienia. Stąd w szkółce sporo rozmnaża się obecnie host i paproci. Tak sprofilowana grupa klientów powoduje także, że szkółka wciąż korzysta z najtańszych standardowych pojemników produkcyjnych. Są one bowiem zwracane przez odbiorców, myte i ponownie wykorzystywane.

Dbałość o niskie koszty produkcji

Podstawowe produkty finalne to materiał w pojemnikach 3-litrowych. Mniejsze partie produkowane są w doniczkach 1-, 2-, 5- i 7,5-litrowych. Jako główne założenie biznesowe Dimitri De Swert przyjął zasadę utrzymywania jak najniższych kosztów produkcji. Z tego powodu większość roślin rozmnażana jest na miejscu. Samych sadzonek zielnych produkuje się w tym gospodarstwie ponad 0,5 mln rocznie. Ukorzenione, są początkowo uprawiane w pojemnikach P9. Aby zmniejszyć nakłady pracy doniczki P9 ustawiane są w ramkach lub zespolone w multiplaty, z którymi łatwiej jest je przenosić, a na kontenerowni nie ma problemu z przewracaniem.

Cis na żywopłoty – tylko siewki

Sadzonki z P9 od razu wędrują do tych finalnych, najczęściej 3-litrowych.  Do tego dochodzi jeszcze trochę siewek, przede wszystkim cisów (ale także np. dereni kousa i kwiecistych). Zdaniem właściciela, cisy pospolite z siewu to zdecydowanie najlepszy materiał do zakładania żywopłotów. Zdanie to potwierdzają również jego kontrahenci. Siewki rosną silniej, zdrowiej i szybciej pozwalają uzyskać zadowalający efekt. W tej szkółce do doniczki P9 sadzi się po 2 siewki, które potem przesadzane są do pojemnika 3-litrowego.

Mniej torfu = więcej nawozów i wody

Jeszcze do niedawna podstawowym podłożem używanym w produkcji był substrat torfowy wzbogacony nawozami. Obecnie używa się podłoży o obniżonej zawartości torfu. 30-40% mieszanki podłożowej stanowią włókna drzewne i kokosowe. Ograniczenie zużycia torfu to ukłon w stronę zrównoważonej produkcji. Ma jednak także gorsze strony. Rośliny trzeba intensywniej nawozić, zwłaszcza te posadzone w podłożu zawierającym więcej włókna drzewnego. Jako mulcz, zapobiegający rozwojowi chwastów wykorzystywana jest mielona kora.   

W szkółce podstawą ochrony roślin jest profilatyka i wykorzystania metod biologicznych. Po chemię sięga się tylko w ostateczności, wybierając produkty nieszkodzące roztoczom i owadom pożytecznym.

Inny skład podłoża oznacza tez konieczność zwiększenia intensyfikacji nawadniania, prawie o 15%. Tymczasem według D. De Swerta, woda, jej dostępność i cena, to obecnie drugi po robociźnie największy problem szkółek w Belgii. Z tego powodu kontenerownia szkółki została przystosowana do pełnego recyklingu wody używanej do podlewania. Wszystkie drogi znajdują się tutaj powyżej poziomu zagonów, a te są wyprofilowane tak, aby woda spływała do rowów, skąd nocą jest przepompowywana przez system filtrów do zbiorników retencyjnych. Do nich trafia także woda zbierana z połaci tuneli foliowych.       

*firmę odwiedziłem w czerwcu 2023 r. w ramach wyjazdu prasowego zorganizowanego przez flamandzki urząd marketingu rolnego VLAM